Blog Parenting

Pierwsza wizyta szczepienna

Dziś nasz mały dzielny synek był na pierwszej wizycie szczepiennej po szpitalu.
Mamuśka miała wielki stres więc korzystając, że tata miał wolne, zabrała i Jego 
(choć raczej odwrotnie tata zabrał mamę i synka)

źródło: http://www.osesek.pl/zdrowie-i-pielegnacja-dziecka/szczepienia-dziecka/702-szczepionki-nie-powoduja-autyzmu.html


Kontrolne badanie lekarskie przebiegło sprawnie,
zapytaliśmy o problemy z kupkami i wzdęciami – mamy odawać krople BioGaia Protectis i doraźnie bobotic,
a cerę nawilżać, nawilżać i nawilżać, bo ma suchą i krosteczki.
Synek waży już 5200g i wszystko jest u niego prawidłowo.
Poza tym dobrych wrażeń u lekarki dość.
Kobieta usilnie wciskała nam szczepionki skojarzone, gdy usłyszała, że szczepimy tradycyjnie.
Jej wypowiedzi, że w całej europie  je stosują, 
że mają mniej skutków ubocznych po szczepieniu,
że mniejszy stres dla maluszka,
że przecież “jako rodzice to chcemy jak najlepiej dla niego, prawda?”
Prawda, ale czy wybór szczepionek refundowanych to taki straszny wybór?
A to, że wybraliśmy je, bo już zgłupiałam do reszty z tymi szczepionkami oznacza,
że jesteśmy złymi, wyrodnymi rodzicami?

Dobrze, że był ze mną mąż, bo on na te usilne namowy i wciskanie szczepionki skojarzonej zapytał lekarkę:
“Jeśli te skojarzone takie dobre to czemu państwo ich nie refunduje?”
Jakieś przebąkniecie o systemie czy coś, na co szybko mój mąż:
“No to skoro refunduje takie to znaczy, że są i dobre i bezpieczne”
I kobieta skończyła swoją propagandę, zabierając się szybko za badanie Szymka.
O szczepionkach jest tyle już historii, mitów i prawd,
tyle opinii co ludzi.
Wiadomo, każdy poleca to czym szczepił o ile nie było, żadnych powikłań.
Gdy mieliśmy podjąć decyzję o tym jakimi szczepionkami będziemy szczepić,
to po poczytaniu kilku broszur, artykułów i forum,
ogłupieliśmy do reszty…
Poza tym ilość szczepionek w ciągu 2 pierwszych lat życia maluszka przeraziła mnie.
Źródło: http://cmarka.pl/wp-content/uploads/2014/03/kalendarz.gif
Poradziłam się jednej bratowej i drugiej bratowej, 
jedna szczepiła dzieci tymi skojarzonymi i stwierdziła, że gdyby nie to, że szczepionki mieli częściowo refundowane przez szpital to by się na nie, nie zdecydowali, bo mocno nadwyrężyło to ich budżet, 
a różnicy nie ma, bo najważniejsze, że zaszczepione dziecko.
Druga bratowa szczepi refundowanymi,
jej z kolei odradzali szczepionki skojarzone, że niby więcej chemii.
My postanowiliśmy, że zaszczepimy najpierw tradycyjnie, 
zobaczymy jak Szymek je zniesie i wtedy dalej będziemy decydować.
Pielęgniarka po naszym pytaniu odnośnie szczepionek, powiedziała, że jak brać to te 5w1, 
bo wypróbowane już na świecie od wielu lat,
 że są czystsze i nie mają rtęci jak te refundowane 
(ale z tego co mi wiadomo, że te refundowane już rtęci nie mają) 
no i mniej nakłuć, 
że ogółem dzieci lepiej znoszą szczepienie tymi 5w1 niż tymi refundowanymi.
Ogłupiałam do reszty.
Zapomniałam jeszcze wspomnieć, że toczy się jeszcze dyskusja:
“Szczepić czy nie szczepić?”

Wolę zaszczepić moje dziecko, bo jednak choroby uważane za średniowiecze zaczynają nawracać,
z opinii znajomych ze służby zdrowia te choroby nawracają właśnie przez nie zaszczepianie na te choroby.
Zresztą my też byliśmy szczepieni i jesteśmy zdrowi i żyjemy.
Kolejną kwestią, którą mieliśmy rozważyć to szczepienia dodatkowe.
Pneumokoki, meningokoki i rotawirusy.
Położna doradzała nam by zaszczepić na pneumokoki i rotawirusy, bo mąż pracuje w szpitalu.
Z kolei pani pediatra na wizycie patronażowej odradzała mi te szczepienia,
oczywiście mówiła, że to nasza decyzja, ale skoro jest to nasze pierwsze dziecko to na pneumokoki nie musimy szczepić, bo nie będzie miało aż tak intensywnego kontaktu z dziećmi, jakby miało z rodzeństwem,
a dodatkowo w naszym mieście dzieci 2-letnie mają te szczepienia refundowane przez burmistrza.
Na rotawirusy też zwracała uwagę, że jest ich wiele, a szczepionka jest tylko na parę i nie wyklucza to zachorowania na nie. 
Całą to rozmowę podsumowała, że ludzie naszczepią te dzieci, bo myślą, że uchronią ich przed wszystkim a one i tak chorują.
Powiem szczerze, że ja już pojęcia nie mam co robić, jak robić i dlaczego,
nie wiem co będzie lepsze dla naszego dziecka, 
w tej całej masie wiadomości i ilości decyzji można porządnie się zagubić.
My z mężem po tym wszystkim doszliśmy do wniosku, że my byliśmy szczepieni refundowanymi 
i żyjemy, jesteśmy zdrowi i nie chorujemy więc spróbujemy naszego Synka nimi zaszczepić,
ale po dzisiejszej wizycie znów jesteśmy zagubieni.
Zobaczymy jak minie jakiś czas od szczepienia,
jak młody je zniesie i czy będą powikłania.
O samej wizycie powiem, że poszło sprawnie.
Mąż przytrzymywał synka podczas kłucia, bo ja bałam się i stresowałam bardzo.
Nie lubię igieł, nie lubię zastrzyków, nie lubię widoku wbijania igły…brrr…
(Nawet w tv nie lubię patrzeć na sceny operacji i wbijania igieł.)
Synek zniósł te trzy nakłucia bardzo dzielnie,
wiadomo przy każdym zapłakał, ale krótko i szybko się uspokajał.
Teraz śpi, troszkę nawet za mocno niż zwykle, przez to co chwilę do niego podchodzę i sprawdzam, czy wszystko ok, czy oddycha, czy nie jest rozpalony. Przeraża  mnie to.
W nocy chyba oczu nie zmrużę, bo będę go pilnować, tak się o niego boję, że coś będzie nie tak i coś mu się stanie…
Jutro już będzie ok, ale dziś martwię się i przeżywam,
taki to już oto nasz los, 
najpierw podejmuje się decyzje 
 (często w ciemno, bo po tych wszystkich informacjach to już człowiek nie wie co wybrać),
a potem strasznie się martwi, czy podjął słuszną i czy nie zaszkodzi ona dziecku.
Oby było dobrze i obyło się bez powikłań oraz gorączki.
Na razie zostało mi pilnowanie maluszka,
a na następną wizytę znów zastanowimy się i podejmiemy decyzję,
 czy nadal szczepimy refundowanymi czy jednak kupujemy 5w1.
Back To Top