Parenting

Zakupoholizm – wersja macierzyńska

Jak większość kobiet  lubię robić zakupy 🙂
Przeważnie lubię do momentu gdy nie powoduje to u mnie spustoszenia w portfelu.

Idąc bardziej – do tej pory lubiłam kupować, ale tylko wydając na fajne rzeczy małe kwoty,
jedynym wyjątkiem były meble i inne artykuły do domu.
Lepiej nie pytać ile wydałam na firanki 😉

Coś się jednak zmieniło.
Od czasu ciąży się zmieniło.
Początkowo matka jeszcze musiała coś kupić dla siebie,
 a to spodnie ciążowe, jakąś sukienkę na wesele, spódnicę, potem obszerną bluzkę i jakąś tunikę, a i legginsy – poza tym szczęśliwie w rodzinie wcześniej były ciąże i część ubrań ciążowych dostała w spadku.
Kosmetyków już też mniej kupowała, bo żeby nie uczuliło,
żeby dziecku nie zaszkodziło.
Stałym punktem stała się półka z artykułami dla przyszłych mam.
Z czasem jak brzuszek rósł, zaczął się czas kompletowania wyprawki – taka ładna nazwa ukrywająca zakupoholizm matki w wersji usprawiedliwionej.
Godzinami można wtedy przeglądać listy wyprawkowe, zapisywać co kupić.
Potem kolejny punkt – wybieranie.
A wybierać jest w czym!
Jakie łóżeczko, jaka pościel, jakie ubranka, jaki wózek, fotelik samochodowy i inne gadżety.
Potem realizacja – ojć troszkę na koncie ubyło, ale to nic, przecież to dla potomstwa.
(nie wnikając czy rzeczy są z drugiej ręki, kupione czy pożyczone, większości się to udziela 😉 )
To jednak nie koniec!
Po porodzie okazuje się, że czegoś brak.
Idzie się do sklepu z listą, a wychodzi z dodatkowymi rzeczami – bo przydadzą się, bo takie śliczne itd.
I to też jeszcze nie koniec!
Dziecko rośnie, ma pełną komodę ubranek.
Matka wychodzi na zakupy takie najpotrzebniejsze i…
…wraca z pieluchami, chusteczkami lub innymi przyda się dla dziecka, 
bo akurat była promocja, a i tak trzeba będzie kupić.
Co gorsza – wybierając się na kawę z koleżanką w galerii handlowej matka nie wchodzi do żadnego sklepu z modą damską, ani perfumerii, herbaciarni, z artykułami do domu, ba nawet do księgarni,
ALE do dziecięcego już zajdzie i wyjdzie z torbą
np. z ubrankami, czapkami, smoczkami lub zabawkami, 
bo była promocja.
(tak, to o mnie)


Inna sytuacja:
Matka jedzie z ojcem na zakupy,
wybiera ojcu fajne ciuchy, dla dziecka wybiera co się spodoba im obojgu nie patrząc zbytnio czy przecenione czy nie, ale dla siebie szuka w tych przecenionych,
 bo przecież i tak np. karmi piersią więc bluzki potem nie będą już pasowały, 
a może jeszcze uda się zrzucić parę kilo po tej ciąży,
…ufff… 
Teraz to ojciec zabiera matkę na zakupy i jej wyszukuje ciuchy ( i płaci).
A matka myśli jak by się tu skręcić do sklepu z rzeczami dla dzieci, bo przecież dziecko niedługo wyrośnie i trzeba by było kupić już coś na 74cm.
Zachodząc do sklepu wielobranżowego, tekstylnego itd.
 bynajmniej każdego z działem dziecięcym – wiadomo matka o niego zahaczy
 i jeszcze coś dla dziecka wypatrzy
 (a jakże na usprawiedliwienie – w promocji), 
jak wypatrzy to już chce kupić,
 jak w szafie już czeka pełen komplet ubranek na 74cm to kupi chociażby na 80cm, 
bo „przecież dziecko tak szybko rośnie”.
Na fb ma polubioną stronę komisu dziecięcego i regularnie sprawdza co tam nowego jest,
oczywiście już upatrzyła dla potomstwa stoliczek edukacyjny i pchacz, 
na szczęście komis w innym mieście – za szybko nie kupi.
Idąc tym wywodem dalej na allegro czy olx matka zawsze sprawdzi coś dla dziecka – zabawki, ubranka, książeczki, chusty, nosidła…i można tak wymieniać i wymieniać.
W pewnym momencie jednak matka coś chce kupić dla siebie więc kupuje książki, 
na które i tak nie ma czasu, bo dziecko w ciągu dnia śpi jak zając więc nie zdąży usiąść wygodnie z herbatą a latorośl już się budzi.
(oczywiście miała kupon zniżkowy, w biedronce była promocja tych, które chce przeczytać, a kolejną bo tak sobie umyśliła i wylicytowała korzystnie na portalu aukcyjnym).

Czasami matka zaszaleje i kupi coś dla siebie nie patrząc na cenę,
 bo o wygodę tu chodzi i kupuje… nową bieliznę do kp, ale żeby nie było, że wszystko pod dziecko dokupuje do kompletu majtki – ale co to? 
Producent do tego biustonosza przewidział – zabudowane figi wyszczuplające… 
no ok, nie są aż takie brzydkie 😉
Ciekawi tylko to czy ten stan uwielbiania kupowania, 
ale dla dziecka to tak od zawsze czy dopiero macierzyństwo tak zmieniło kobietę w tą zakupoholiczkę artykułów dziecięcych… 🙂
Back To Top